W przeciwieństwie np., do zaburzeń depresyjnych, myśli samobójcze w przypadku zaburzeń osobowości, są trwałe i trudno je zmienić w procesie leczenia. Pomocna i dobrze rokująca jest wieloletnia psychoterapia i w sytuacjach koniecznych - farmakoterapia. Brak leczenia prowadzi do wyobcowania, pogorszenia jakości życia, a nawet LIST DO RODZICÓW UCZNIÓW KLAS I Szanowni Rodzice! Rozpoczęcie nauki w szkole jest bardzo ważnym i równocześnie trudnym momentem nie tylko dla Waszych dzieci, ale także dla Was samych. Nowe miejsce, nowi nauczyciele, nowi koledzy i koleżanki, nowe wymagania i zasady panujące w klasie mogą stanowić dla pierwszoklasisty Dbaj o rodziców, swą ukochaną i naszego pieska, ale przede wszystkim o siebie. Przemów rodzicom też do rozsądku, że to nie ich wina w żadnym wypadku. To mój świat i ja jesteśmy źli. Mamo, Tato – kocham was zawsze !, nie potrafię dokładnie wyjaśnić czemu to robię. adresowane do następujących grup społecznych: pracowników służby zdrowia, nauczycieli i pe-dagogów, organizacji społecznych, rządów, legistratorów, osób zajmujących się zawodowo środ-kami przekazu, a także rodziców i społeczności. W artykule autorka wykorzystała również dane z interesujących badań studentki W. Ja- 4 13. Według powszechnego zdania psychiatrów samobójcy nie są w pełni odpowiedzialni za swój czyn. Dlatego nie odmawia się im pogrzebu katolickiego, jeżeli w ciągu życia okazywali Rybnik, październik 2010 r. Szanowni Rodzice! Czas spędzany z dzieckiem jest czasem bezcennym – dla jego rozwoju, poczucia bezpieczeostwa, dla relacji rodzinny CZYTAJ OPIS Dalej Czekacie? Ja również ale nie ma co płakać bo oto jest nowy numer. Co sądzicie?Tekst: BejedenMastering: BejedenVideo: BejedenBeat: Mixla Te U7kb6. Sklep Książki Dla młodzieży Literatura dla młodzieży Notatki samobójcy (okładka miękka) 1556 oceny i 269 recenzji Wszystkie formaty i wydania (2): Cena: Opis Opis "Nazywam się Jeff. Mam siostrę i rodziców, którzy nadal ze sobą wytrzymują. Cała nasza czwórka mieszka w prześlicznym domku w prześlicznej okolicy w prześlicznym mieście podobnym do milionów innych miast. Rodzice nigdy nas nie bili, nie molestował mnie żaden ksiądz, koledzy w szkole nie dokuczali jakoś szczególnie. Nie słucham death metalu, nie mam obsesji na punkcie brutalnych gier wideo i nie odcinam głów małym zwierzątkom."Piętnastoletni Jeff trafia do szpitala psychiatrycznego po nieudanej próbie samobójczej. Ma spędzić czterdzieści pięć dni na oddziale dla nastolatków i wziąć udział w terapii grupowej. Chłopak jednak uparcie odmawia rozmawiania o tym, co się wydarzyło. Nie jest szczery nawet z samym sobą. Czego wstydzi się tak bardzo, że nie chce dalej żyć? Powyższy opis pochodzi od wydawcy. Dane szczegółowe Dane szczegółowe ID produktu: 1290794307 Tytuł: Notatki samobójcy Autor: Ford Michael Thomas Tłumaczenie: Mazan Maciejka Wydawnictwo: Wydawnictwo Nasza Księgarnia Język wydania: polski Język oryginału: angielski Liczba stron: 272 Numer wydania: III Data premiery: 2022-01-26 Rok wydania: 2022 Forma: książka Wymiary produktu [mm]: 220 x 200 x 150 Indeks: 41086469 Recenzje Recenzje Inne z tego wydawnictwa Najczęściej kupowane …edytowałam… :)… nie koniecznie egoiści i tchurze.. czasem osoby słabe… a samobujstwo nie jest chęcią ucieczki tylko wielkim krzykiem o pomoc, często samobujca nie chce się zabić, chce zwrócić uwagę by mu ktoś pomógł…. (często w przypadku takich sposobów na zabicie się, które teoretcznie dają moźliwość odratowania: gaz w kuchence moźna w czas wyłączyć, krew z podciętych żyły da się zatamować, na za duźą ilość tabletek jest płukanie żołądka)… często to ludzie osamotnieni (nie samotni) z jakimś problemem, czujący że nikt ich nierozumie, ich próba samobujstwa to krzyk “zauważcie mnie”, zobaczcie mój problem” tylko że często zdaźa się źe ta próba samobujcza kończy się samobujstwem :(. powiedzcie tak szczerze czy nie zdaźyło się wam myśleć o czymś taki, tak na zasadzie “coś sobie zrobię, moźe w końcu wtedy zobaczą źe coś tam…”?? tylko na szczęście jesteśmy silne… albo bałyśmy się źe ktoś by niezauwaźył co się z nami dzieje i byśmy skończyły ze sobą choć nei taka nasza była intencja :(… myślę źe wielu z nas czasem tak myśl przez glowę przeszłą.. czy z samolubstwa??? myślę źe z powodu mpmentów trudnych…. O tym że social media potrafią mieć niegatywny wpływ na młodych ludzi mówi się od dawna. Teraz jednak oskarża się je o bezpośrednią przyczynę samobójstwa młodego chłopaka. Jego rodzice złożyli pozew do sądu. Samobójstwa nigdy nie są tematem o którym dyskutuje się łatwo. A kiedy mowa o odebraniu sobie życia przez osoby młode - tym bardziej. Szczególnie kiedy osoba która podjęła taką decyzję zostawia za sobą stęsknionych bliskich. Nie wyobrażam sobie ogromu smutku z którym muszą sobie poradzić jego najbliźsi. Ale samobójstwa wśród młodzieży nie są niczym nowym, ale coraz częściej oskarżane są o nie media społecznościowe. Rodzice Christophera Dawleya, który na kilka tygodni przed swioimi 17 urodzinami targnął się na swoje życie, siedem lat po tragedii postanawiają pozwać korporacje stojące za popularnymi serwisami społecznościowymi. To właśnie je oskarżają o śmierć swojego dziecka. Źródło: Depositphotos Chris i Donna Dawley złożyli w ubiegłym tygodniu pozew przeciwko korporacjom Snap oraz Meta ( Facebook, Instagram) za pośrednictwem Social Media Victims Law Center. Oskarżają gigantów za bezpośrednie przyłożenie się do śmierci ich syna, który wciągnął się w serwisy społecznościowe do stopnia obsesji i uzależnienia. Konta w nich miał założyć w wieku 14 lat, wystarczyły więc tylko dwa lata, by doprowadzić do tragedii. Ofiara przed śmiercią pożegnała się z najbliższymi (wiadomość do przyjaciela, tajemniczy wpis na Facebooku oraz list pożegnalny dla rodziny — co znamienne, pozostawiony na kopercie z listem informującym o przyjęciu do koledżu. Jak wynika z relacji rodziców — Christopher umarł we własnym pokoju, ze smartfonem w dłoni. W pozwie rodzice wspominają, że przez media społecznościowe ich syn dostał obsesji na punkcie swojego wyglądu. A przez uzależnienie — nie dosypiał, każdej nocy siedząc do 3 nad ranem. Według rodziny, samobójstwo ich syna było: wynikiem niebezpiecznych platform z których korzystał: z Instagrama, Snapchata i Facebooka. Jak mówi ojciec ofiary: Jeśli nasze wysiłki, aby pociągnąć te firmy do odpowiedzialności za narażanie dzieci na ich śmiercionośne produkty, zapobiegną nawet jednej rodzinie doświadczania bólu, jaki doznała nasza rodzina po stracie CJ, nasza walka będzie warta zachodu. Źródło: Depositphotos Państwa Dawleyów reprezentuje Matthew P. Bergman, założyciel wspomnianego Social Media Victims Law Center. Jak sam twierdzi: właściciele platform byli świadomi tego jak uzależniające są ich produkty, a mimo wszystko nie zadbali o odpowiednią ochronę niepełnoletnich użytkowników. Wszystko to dla klików i zysków. A jak wyszło na jaw w ubiegłym roku — właściciele Instagrama doskonale wiedzieli, jak toksyczny jest to serwis dla młodych ludzi. I nic z tym nie zrobili. Wzywamy właścicieli Facebooka, Instagrama i Snapchata do nadania priorytetu zdrowiu i dobru użytkowników poprzez wdrożenie zabezpieczeń chroniących nieletnich przed niebezpieczeństwem cyberprzemocy i wykorzystywania seksualnego, które szerzą się na ich platformach. To właśnie wspomniany wyciek dodał rodzicom ofiary skrzydeł i zachęcił ich, by walczyć z gigantami. Po tym jak świat ujrzał dowody na to, że Facebook i spółka doskonale wiedzą jakim mogą być zagrożeniem dla młodych ludzi — wciąż nie zdecydowali się nic z tym zrobić. Mark Zuckerberg, jak to ma w zwyczaju, zbagatelizował sprawę i rozmawiając o tych dokumentach twierdził, że zostały one wyrwane z kontekstu. Przedstawiciele Snapchata twierdzą zaś, że nie ma dla nich nic ważniejszego, niż zdrowie i dobro użytkowników. Z tych ogólników jednak niewiele wynika. Żadna z firm nie komentuje jeszcze pozwu, który kilka dni temu trafił do amerykańskiego sądu. ŹródłoHej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu Odpowiedzi Nie rób tego! Ja chcę żebyś żył! Moi rodzice też mnie wyzywaja np ze się nie uczę a jestem jedną z najlepszych uczennic w szkole. Po prostu nie warto :) gloryn odpowiedział(a) o 21:06 Raczej nikt za cb takiego listu nie napiszę ,musisz wykazać się własną w ogóle moim zdaniem te samobójstwo to zły pomysł ,zakładam oczywiście że pisałeś te pytanie na poważnie i nie próbujesz nim zwrócić na siebie uwagi jak duża część osób piszących podobne pytania ,wiesz to twój wybór ,ale no mógłbyś spróbować coś z tym zrobić ,jest dużo organizacji zajmujących się takimi sprawami ,jeżeli się na tobie wyżywają to możesz to nawet zgłosić na policje ,warto z nimi porozmawiać o tym ,jednak gdy to nie skutkuje to wiesz zwróć się do innych członków rodzinny albo jakiegoś psychologa ew. jak już mówiłem skontaktuj się z jakąś organizacją od takich spraw albo policją. Porozmawiaj z pedagogiem szkolnym o tym albo oni napewno ci pomogą albo moga dac do ośrodka ale napewno tam ci będzie lepiej niż u rodziców. Heizell odpowiedział(a) o 21:24 Natepny... chłopie, weź się w garść! Tyle ludzi walczy o zycie w szpitalach, chca zyc i walcza, a ty to chcesz sobie odebrac! Jak mozna odebrac sobie taki skarb? Zycie jest piekne, tylko ludzie nie umia sie z niego cieszyc. Wyluzuj.. i zyj, bo nie ma czasu na takie filozofowanie, Lepiej z nimi o tym porozmawiaj.. Nie ma sesnu tego robić. Masz przed sobą całe życie!(; Jasigabi odpowiedział(a) o 21:05 Opisz swoje uczucia, co chcesz zrobić i dlaczego, opisz dokładnie swój żal do rodziców, potem daj im ten list do przeczytania i zapytaj czy będą chcieli na ten temat porozmawiać. Może to ułatwi wam nawiązanie w miarę normalnych stosunków i rodzice coś zrozumieją. Jaki list znowu! Nie wolno się zabijać a jak masz problemy w rodzinie to powiedz to komuś komu możesz zaufać np. Nauczyciele lub cioci lub koledze itp. MLFoxy odpowiedział(a) o 21:46 jeżeli cię biją to pójdź na policję blocked odpowiedział(a) o 21:14 Jak ty nie umiesz napisać listu pożegnalnego to co dopiero mowa o samobójstwie?Weź mnie nie rozśmieszaj. Qnradass odpowiedział(a) o 21:11 Kochani mamo i tato nie mogę już tego wstrzymać moje życie nie ma sensu wiem że to dla was trudne ale jestem pewien i poproszę o to po drugiej stronie żebyście byli szczęśliwi. Życzę wam szczęśliwi i radosnego życia (tutaj się podpisz) Uważasz, że ktoś się myli? lub Nigdy nie uważałem siebie za szczęściarza. Jak mógłbym, skoro piętno pechowca ciążyło na mnie chyba już od wczesnego dzieciństwa. Nie sądziłem, aby to właśnie wydarzenia z tamtego okresu ukształtowały moją osobę, sprawiając, że byłem… „taki”. Możliwe, że jednak to one stanowiły czynnik wspomagający moją późniejszą przemianę. Przemianę, która z dnia na dzień wydawała się siać spustoszenie we mnie samym, choć jednocześnie przemianę pomagającą mi dostrzec wszystko w prawdziwej postaci, niesfałszowanej ludzkimi działaniami. Wiedziałem, że owe przeobrażenie mocno nawiązywało do mojego ojca. Mimo że od września obecnego roku widywałem go raz w miesiącu lub nawet rzadziej, tylko po to, by odebrać alimenty, podczas naszych nielicznych spotkań i rozmów czułem, że moje myślenie w większości stanowi wręcz kopię tego, o czym on sam przy mnie rozprawiał. Nie miałem pojęcia jakim sposobem, a jednak – to właśnie po nim „przejąłem” świadomość. Zastanawiałem się chwilę, czy może przechwyciłem również jego zachowanie i moralność, ale z radością uznałem, że nie zrobiłem tego. Wiedziałem, że daleko jest mi od mężczyzny, który porzucił swoją rodzinę, wcześniej dokuczywszy jej swoim alkoholizmem i niepomierną wobec niej agresją. Nie zdawałem sobie sprawy z tego, co odczuwa względem niego moja matka; kiedyś zapytała mnie, czy nie chcę wiedzieć, dlaczego się rozwiedli. Rzuciłem tylko: – Nie. I tak naprawdę było. Wystarczyło mi to, czego dowiadywałem się od pojedynczych osób, które miały coś wspólnego z moimi rodzicami. Może po prostu bałem się usłyszeć tego, co miałaby mi do powiedzenia; już nieraz zresztą widziałem na jej przedramionach cienkie, jasne blizny, które dawały mi świadectwo tego, z czym musiała się zmierzyć kilkanaście lat temu. Odczuwałem zimny dreszcz wraz z myślą sugerującą, bym miał zapytać o stare rany. Nie chciałem wznawiać bólu tak bliskiej mi osoby, chociaż to ona sama wyszła z taką inicjatywą. Byłem jednak na to za słaby. Wiem, że Ty, kimkolwiek jesteś, Odbiorco, niecierpliwie przebiegasz oczyma przez ten przydługi wstęp i szukasz wzmianki o mnie samym. O moim życiu. O mojej śmierci. Nie rozumiesz decyzji, którą podjąłem. Podjąłem ją ze łzami w oczach. To musi Ci wystarczyć. Nie chciałem się żegnać. Cholera, nadal nie chcę! Jednak nie widzę innego wyjścia… … Znasz to? Tak, ja też już to słyszałem od niedoszłych samobójców. Mam nadzieję, że ja będę tym „doszłym”, drogi Odbiorco. Sam już nie pamiętam, ile połknąłem tabletek; jak sporą ilością alkoholu owe popiłem. Ważna będzie tylko wspólna kooperacja tych dwóch składników. A w szczególności jej efekt końcowy. Wiem, że w tym momencie drogi Czytelniku, Twoje łzy zachodzą łzami. Nie martw się. Ja już niczego nie odczuwam. Przynajmniej w sferze fizycznej. Moja duchowość pozostanie, z pewnością wciąż odczuwająca wszelkie cierpienia, na które zasługuję. Wiesz, drogi Odbiorco, jak łatwo jest zniszczyć człowieka? Nie, nie wystarczy paru odebranych przez niego niemiłych słów, paru nieprzespanych nocy, paru nieudanych pomysłów, które tak długo wdrażał w życie… Złudna nadzieja i przyjaźń. Sądzisz, że jesteś doceniany, niezastąpiony, wyjątkowy. Wszelkie oznaki z zewnątrz pozwalają Ci w to wierzyć. Zbyt młody wiek, zbyt nieznaczne doświadczenie, zbyt małe niedowierzanie, zbyt duże zaufanie… I zanim się obejrzysz, nie potrafisz nazwać się człowiekiem. Jesteś tylko istotą, która funkcjonuje jedynie dzięki jedzeniu, wodzie, powietrzu. Tylko za sprawą zewnętrznych czynników. Nie masz w sobie wnętrza, ponieważ zostało zniszczone przez ludzi postrzeganych według Ciebie jako przyjaciele. Czytelniku… Odbieraj list uważnie. Interpretuj to tak samo jak wydarzenia w Twoim życiu. Pozostań cierpliwy, czekając na rozwój akcji; nie odchodź, nie zostawiaj tego, co zostało przez Ciebie rozpoczęte. Zostań jeszcze chwilę. Widzisz, drogi Odbiorco, to nie taka łatwa sprawa… Samobójstwo. Najpierw musisz uświadomić sobie, czego tak naprawdę pragniesz. Później, po wielu nieudanych próbach zrealizowania swoich celów, zaczniesz postrzegać rzeczywistość i świat jako wymiary, które nie są i nie będą w stanie dać Ci tego, o czym faktycznie marzysz. Potem, kiedy jednak nagle osiągniesz najmniejszy choćby sukces, na nowo rozpoczniesz odzyskiwać radość z życia i tego, co robisz. Dalej pojawi się ktoś, kto będzie w stanie pogrążyć Cię w Twoim własnym świecie. Znikniesz. Lub przynajmniej uznasz za chęć, by to zrobić. Więc kiedy jakimś dziwnym sposobem uda Ci się odejść żywym z tego pobojowiska, przeczytasz moje wyznanie z przymrużeniem oka, choć wciąż pamiętając, że zostało spisane przez martwego już człowieka. Jeżeli zaś poczujesz to, co wyżej opisane, zapłaczesz, stwierdzisz, że nie masz sił, aby ciągnąć tego dłużej… Przeczytasz mój list z pełnym zrozumieniem i zaszklonymi oczyma. Drogi Odbiorco… Ludzie, którzy mnie otaczali, uważali, że byłem dziwny. Ja w rewanżu sądziłem zaś, że to jednak oni wykazywali pewne objawy owej nienormalności. Może to przez przejętą od ojca świadomość, a może przez własne, bolesne doświadczenia wiedziałem, że powinienem dalej podtrzymywać swoją opinię specyficznej osoby. Zdawałem sobie sprawę z tego, że jeśli uległbym negatywnym głosom z zewnątrz, moja inność zostałaby pogrzebana na zawsze. Teraz wiem, że jeśliby tak się stało, aktualnie nie musiałbym pisać tego listu. Tak, mój Odbiorco, otrzyj łzy i jeszcze raz przeczytaj poprzednie zdanie. Wybrałem między swoimi własnymi przekonaniami a zewnętrznym światem. Wiesz, drogi Odbiorco, kiedy postanowiłem to wszystko zostawić za sobą? Dość prozaiczna sytuacja, przyznaję, być może dla niektórych wręcz niegodna jako powód do odejścia ze świata doczesnego. Paliłem wtedy papierosa. W końcu rzuciłem go na ziemię. Widziałem, że wciąż tli się w nim namiastka życia. Pokręciłem głową, wciąż dziwiąc się, że to wszystko tak szybko się kończyło. Jeszcze przez chwilę wpatrywałem się w jego postać, która samotnie leżała tuż obok mojego buta. Po chwili podniosłem stopę i bez cienia litości przygniotłem dymiące szczątki. Z pasją zacząłem coraz mocniej wciskać go w ziemię, aż w końcu dotarło do mnie, że przechodzący obok ludzie wpatrywali się podejrzliwie w moją postać. No cóż, ja sam też tak wyglądałem. Podarte, brudne ubranie, tłuste włosy, przekrzywione okulary i poharatana twarz. Tego jakże pozytywnego wrażenia dopełniał zapach unoszący się wokół mnie. Już chyba do niego przywykłem. Niestety. Od dłuższego czasu nie dbałem o siebie ze zwyczajnej racji, jakoby nikt nie dbał o mnie. Dokoła mojej osoby faktycznie były osoby, które stanowiły dla niej wsparcie; ja nadal nie potrafiłem odnaleźć w ich sile inspiracji do znalezienia własnej. Otrząsnąłem się z moich myśli i ponownie rozglądnąłem się dokoła. Przecież było tutaj tylu świadków mojego przestępstwa. Widziałem jednak, że nikt nie wydawał się być zbytnio zainteresowany tym, co robiłem. Ich ciekawość wzbudzało raczej to, jak wyglądam. Ludzie wokół mnie byli piękni, młodzi i zadbani. Nie pasowałem do nich pod względem fizycznym. Pewni siebie, roześmiani, odważni. Nie pasowałem do nich również pod względem psychicznym. Jak to się stało, że stałem się taki, jaki byłem? Wiedziałem, że kiedyś określałem siebie takim samym jak oni. Ale później odkryłem prawdę. Brutalną, szokującą prawdę, która była w stanie odmienić ludzkie życie. Choć paradoksalnie, podświadomie każdy ją znał. Trudniejszym zadaniem stanowiło dopuszczenie jej do siebie. Kiedy już to zrobiłeś… nie widziałeś odwrotu. Wtedy nawet nie potrafiłeś przekonująco udawać, że było w porządku. A więc znałeś prawdę. Patrzyłeś na wszystko i wszystkich inaczej. Z dystansem. Nieufnością. Ironią. Widoczną wręcz niechęcią. Powoli zaczynałeś zrażać do siebie ludzi, którzy myśleli, że okazywałeś się być chamski, zimny, aspołeczny. Oni po prostu nie wiedzieli, że odkryłeś prawdę. Coraz częściej słyszałeś diagnozy odnośnie twojej osobowości. Socjopata. Psychol. Odludek. Oni nawet nie wiedzieli, że może istnieć jakaś prawda. Jedyni Twoi sprzymierzeńcy i przyjaciele to osoby, które również znały prawdę. Zdawały sobie sprawę, podobnie jak Ty, że większość ludzkich zachowań to gra pozorów. W dodatku gra o naprawdę banalne sprawy. Przemijająca popularność, zdradliwa przyjaźń, chwilowa przyjemność. Kiedy przestałeś o to grać? W chwili, gdy zacząłeś przegrywać i tracić wszystko po kolei. Kiedy to przestało mieć dla ciebie znaczenie? W chwili, gdy zacząłeś odkrywać prawdę. Czy potrafiłeś stwierdzić, kiedy to się stało? Czy potrafisz… Czy wiesz, dlaczego akurat ty, spośród miliardów ludzi, otrzymałeś szansę na poznanie prawdy? Czy potrafiłeś zdefiniować Prawdę? Być może. Ważniejsze było jednak to, czy potrafiłeś przeniknąć wzrokiem ludzkie maski. Tak często zastanawiałeś się, dlaczego właściwie tu żyłeś, skoro nie rozumiałeś panujących zasad. Nie znalazła się osoba, która mogłaby to wytłumaczyć – podała ci jedynie maskę, ponaglającym wzrokiem nakazując natychmiastowe jej założenie i ukrycie się przed rzeczywistością. Jaka była twoja definicja Prawdy? Czy aby na pewno mógłbyś takową sformułować? Czy może właśnie tego się obawiałeś? Przepraszam, drogi Odbiorco. Gubisz się w tym momencie, marszczysz brwi z osiadłym na umyśle niezrozumieniem. Ale to po prostu stanowiło ongiś moją sytuację… Jeżeli żyjesz w takiej samej, z pewnością zrozumiesz wszystko. Wiesz, drogi Odbiorco, jeszcze nie tak dawno temu była przy mnie miłość mego życia. Nasze relacje przed wspólnym końcem nie należały do najlepszych. Żyłem w tak potężnym smutku, że nie potrafiłem cieszyć się z razem spędzonych chwil. Robiłem Ci, moja Kochana, awantury, które być może dla Ciebie nie były uzasadnione, a jednak dla mnie miały wielce emocjonalne podłoże… Pamiętam naszą ostatnia wymianę sms-ów. Po kilkunastu godzinach od dość ponurego rozstania zapytałem, czy nadal mnie kochasz. Po chwili dotarła Twoja odpowiedź. „Oczywiście. Dlaczego pytasz?” Sam wtedy zastanawiałem się, dlaczego pytam. Ta myśl tkwiła we mnie długo, jednak dopiero teraz udaje się jej uwolnić. Czuję, że zaczynam już tracić przytomność; w myślach przywołuję Twój nieidealny, choć wciąż piękny obraz. Powoli, lecz konsekwentnie stukam na telefonie pojedyncze litery. „Chciałbym mieć taką świadomość zanim umrę.”. Kochałem Cię. Tam, gdzie teraz jestem, nadal będę Cię kochał.

list samobójcy do rodziców